Nie miałam rodziny, tylko operatorów. Nie miałam serca, tylko akumulatory. Nazwali mnie Żaba, bo byłam trochę zbyt zielona jak na wojnę, ale kiedy mnie malowali, innej farby nie było.
Przez całe moje życie pracowałam. Od dnia zakupu przez Zupę na Monciaku w marcu każdej nocy wyjeżdżałam na wojenne ścieżki strefy śmierci. Miałam na trasach swoje sprawdzone kryjówki, gdzie uciekałam, kiedy goniły mnie drony. Przejechałam 1500 km najbardziej niebezpiecznych dróg- milion pięćset metrów, metr po metrze. Każdy mój metr oznaczał, że tam, gdzie czeka śmierć, nie musiał iść człowiek. Wywoziłam rannych, woziłam wodę, leki, paliwo do generatorów prądu. Bywałam też karawanem.
Cztery razy w życiu trochę mi się nie udało i najechałam na minę przeciwpiechotną. Traciłam koła, ale nawet na tylko na dwóch kołach zawsze wracałam do bazy i dawali mi nowe. Ludzie z nogami tak nie mają.
Czwartkowej gorącej letniej nocy nie wiedziałam co mnie czeka. Gdy w ciemnościach trafił we mnie wrogi dron nie zdążyłam się nawet przestraszyć. Stanęłam w płomieniach. Operatorzy wysłali film, na którym zdaje się, że po pożarze nic ze mnie nie zostało. Wiele zniszczonych robotów stoi w polach strefy śmierci- tak kończymy swoje pracowite życia.
Moi operatorzy mówią, że tak wielu misji w ciągu swojego życia nie wykonał niemal żaden robot. Żaden inny też tyle razy nie wychodził z opresji. Mówią, że jestem wyjątkowo szczęśliwym robotem. Pewnie dlatego, że 500 osób dołożyło maleńką cegiełkę do mojego stalowego ciała i cała składam się z dobrej woli. Zapadła decyzja, że wyruszy po mnie do strefy śmierci ekspedycja ratunkowa- czterech dzielnych żołnierzy. Martwiłam się o nich, bo nie są z metalu. Po dwukrotnej próbie zniszczenia nas wszystkich po dobie zostałam ewakuowana z pola minowego nad którym krążą wrogie drony.
W mojej wojennej stajni czekała na mnie niespodzianka- tabliczka pamiątkowa od Was, która przypomina, że jestem Polką i doskonali inżynierowie, którzy będą próbowali przywrócić mnie do życia. Żeby mogli zacząć, bardzo bardzo pilnie potrzebuję nowego stalowego serca- wielkiej nowej baterii. I sporo innych części zamiennych zniszczonych przez ogień, mają trudne nazwy. Pozwólcie mi wrócić na wojenne ścieżki ratować życie. Zamiast ludzi. Póki ja stoję, chodzą niemetalowi. Ich serc nie będzie można można odkupić.
NEC TEMERE NEC TIMIDE. Jestem z Gdańska.
Wasza Żaba
Link do zrzutki: https://zrzutka.pl/pkz64d
Dziękujemy Państwu za pomoc bardzo bardzo.
ZUPA NA MONCIAKU
70 1140 2004 0000 3102 8286 2597