Gdańsk, sobota 27.06, godz. 12:00. +37°C.
Dwudziestu wolontariuszy Zupy na Monciaku gotowych do drogi. Dziesięć polsko-ukraińskich załóg zajmuje miejsca w samochodach. Bus i pick-up Zupy na Monciaku oraz pozostałe auta, użyczone nam przez gdańskie firmy i instytucje, są zatankowane i gotowe do drogi.
Po krótkiej odprawie ruszamy.
Temperatura z piekła rodem. Nie wszystkie busy dobrze znoszą upał i wielogodzinną jazdę pod pełnym obciążeniem. Co jakiś czas zatrzymujemy się, żeby schłodzić silniki i głowy. W kilku samochodach klimatyzacja przestaje dawać radę. W busie Łukasza z Torunia termometr pokazuje 44 stopnie. Do środka trafiają worki z lodem.
Wieczorem konwój dociera do granicy. Kolejka jest na wiele godzin. Na naszą prośbę funkcjonariusze polskiej Straży Granicznej przepuszczają nas priorytetowo. Jeden ze strażników dodaje, że bardzo lubi Gdańsk, a informacje o naszym konwoju widział w „Teleexpressie”.
Po ukraińskiej stronie granicy każdy z naszych busów przechodzi kolejne kontrole. Pytania, papiery, podpisy, pieczątki zbierane na obiegówkach. Razy 10. Mamy to. Nad ranem konwój wjeżdża do Ukrainy.
Marzenia o prysznicu schodzą na dalszy plan. 90 minut roboczej drzemki i ruszamy na miejsce pierwszego przeładunku.
Kilkadziesiąt kilometrów za granicą trzeba rozpakować busy. Zaprzyjaźnieni Ukraińcy przywożą nam kilkadziesiąt palet i oferują pomóc. Mechanicy, mimo niedzielnego poranka, są gotowi podjechać po najbardziej doświadczonego trasą busa i zrobić mu szybciutki remont.
Rozpakowujemy auta puszka po puszce, materac po materacu, opona po oponie. Odreagowujemy hejt z internetu wspólnymi żartami. Kazda rzecz przywieziona z Polski jest juz na paletach, a kierowcy pustych busów ruszają do granicy. Dotrą do Gdańska przed poniedziałkowym porankiem, tak by wziąć wymarzony prysznic i zdążyć do pracy Na miejscu zostaje jedno auto Fundacji Zupa na Monciaku, które czeka na ukraińskiego przewoźnika.
Następnego ranka rozpoczynamy załadunek TIR-a. Tu zaczyna się Tetris wagi ciężkiej, bo mamy 45 palet pomocy, a na podłodze TIR-a można ustawić tylko 33.
Na pomoc przyjeżdżają wojskowi, którzy akurat w okolicy Lwowa przechodzą szkolenie na ciężkich dronach. Dla żołnierzy , którzy na co dzień pakują humanitarke na ciężkie bezzałogowce , zadanie bezpiecznego ułożenia towarów z nadmiarowych palet w TIR-ze nie okazuje się skomplikowane . Dwie godziny później TIR jest gotowy do drogi.
W drogę rusza wielka ciężarówka oraz pick-up Zupy na Monciaku. Przez kolejne dwa dni pokonujemy ponad 1000 kilometrów do dużego miasta na wschodzie Ukrainy. To dziś najdalej wysunięty punkt, do którego docierają bezpiecznie duże firmy logistyczne.
Tutaj historia zacznie się od nowa.
Pomoc po raz kolejny zmienia środek transportu. Czekają już dwie mniejsze ciężarówki, które mają zgodę na jazdę w kierunku strefy przyfrontowej.
Tu liczy się już każda godzina. Upał jakby lzeje, ale cisza przed burzą bywa niepokojąca, szczególnie tu. Pakujemy szybko, przyglądamy się niebu.
Zapada zmrok.
Konwój rusza dalej, zachowując bezpieczne odległości między pojazdami. Na zapleczu frontu czeka wcześniej przygotowana dla nas skrytka oraz pododdział żołnierzy. Ostatni rozładunek trwa zaledwie kilkadziesiąt minut. Każdy wie, co ma robić. Kiedy ostatnia paleta znika z samochodu, dochodzi północ.
Od wyjazdu z Gdańska minęły trzy i pół doby. Dziesiątki godzin za kierownicą, trzy przeładunki i blisko dwa tysiące kilometrów później pomoc dociera tam, skąd kolejnego ranka będziemy rozwozić ją imiennie do żołnierzy, medyków, punktów stabilizacji rannych i szpitali polowych.
Pomoc, która pomoże ratować życie i zdrowie oraz choć trochę polepszy warunki tych, których codziennością jest wojna.
Milczenie świata to to, na co liczy zło. Nas jest jednak wielu. Żaden z 11 800 kilogramów pomocy humanitarnej nie znalazł się w autach tego konwoju przez przypadek. Żadna z setek wpłat nie trafiła na nasze konto wbrew woli darczyńcy. Kierowcy pojechali chętnie i nie narzekali na pogodę. Auta użyczył każdy, kto tylko mógł. A my, z całą mocą i serdecznością przekazaną nam w Gdańsku, dotrzemy do naszych odbiorców w czterech obwodach wzdłuż linii frontu. I wrócimy do Gdańska, by zacząć od nowa.
Hejt jest głośniejszy, ale nie silniejszy.
Walcząca Ukraino, jesteśmy z Tobą.